Wracam po ponad roku. Z fanfarami! I proszę o wybaczenie za odgrzewanie kotleta.
Edit: Tak, kupiłam to ciężkie szklane żelazko o śmiesznawej mocy 10kg. I co mogę o nim orzec?
Zabawka przyszła do mnie ułożona jak diabli - prawie 5cm. Popatrzyłam, pokrzywiłam się, nieomal umarłam na serce po raz pierwszy w życiu zakładając cięciwę... oj, była panika, ale kto zielony nie bał się swojego pierwszego łuku
Szybciutko dokupiłam strzały, porobiłam nimi dziury w meblach po domu
![]:->](./images/smilies/icon_twisted.gif)
, za kilka dni poszłam już mimo mrozu na dwór i tak mniej lub bardziej regularnie chodzę sobie z Nim na spacerki nie bacząc na pogodę. Czy to mróz, czy to upał (a u mnie upały jak już są, to są wybitne) nie wrócę do domu póki trzech i pół godziny nie przestrzelam, a jak się da to i dłużej. Krew niech się leje, poboli to przestanie. I co ja mogę o nim powiedzieć - diabli go nie wzięli!
Nie mam obycia z łukami, w życiu strzeliłam dosłownie kilka razy z dwóch innych (i do tego dużo dla mnie za silnych),
nie mogę mieć więc żadnego porównania - moje odczucia to odczucia "wyalienowanego laika". Muszę jednak stwierdzić, że
ten łuk jest konstrukcją pancerną. Strzelałam z prawej (jestem praworęczna - ach ten L. Andersen), strzelałam z lewej, dwa palce, trzy, Bóg jeden wie ile razy wyciągnęłam cięciwę na bok od osi łuku, ile razy go poskręcałam zakładając cięciwę przez biodro i ile razy go przeciągnęłam. Ponadto kiedyś posłużył do dwukrotnego solidnego trzepnięcia przez kark skaczącego mi do pachwin psa. Mimo tego nic się ani nie zwichrowało a ułożenie twardo stoi takie, jakie było - nie wiem, czy to sztuka, czy dalsze układanie jest niemożliwe, ale satysfakcjonuje mnie to.
Podsumowując, łuk konsekwentnie trzyma swój toporny fason w stanie takim, jaki był na początku naszej znajomości. Daleko nie strzela, choćby przez siłę naciągu, piękny on niespecjalnie, kable z włókna z przodu dosyć go szpecą, a ze skóry na majdanie początkowo wystawał klej. Jednak spełnił swoje zadanie bycia cierpliwym kucykiem dla potencjalnego mordercy bardziej precyzyjnych przyrządów strzeleckich. Mimo jego potworkowatości kocham go jak pasjonaci kochają rozklekotane Konstale 105Na <- one dalej jeżdżą.
Teraz owszem, rozglądam się za nową zabawką, jednak nie dlatego, że z tego łuku nie da się trafić (bo da się i to całkiem łatwo), jednak ze względu na problem z dobraniem strzał o odpowiednim spine a przede wszystkim MASIE. Drewniane 250 grain to jakiś kosmos możliwy do osiągnięcia tylko w ramach dłubaniny, na którą z racji bardzo wymagającej szkoły nie mam na razie czasu. Ale z tym powinnam sobie sama poradzić.
Więc dziękuję za tego linka!
