Znalezisko spod Hamburga - te same zastrzeżenia co poprzednio. Nie ma żadnej pewnej przesłanki, że te kawałki sosny z nacięciami były fragmentami łuku. Też znalazłem podobny fragment w domu - też jest kawałkiem drewna dł. ok. 30 cm, też ma nacięcie przy końcu. "Odkrywcy" pewnie by powiedzieli, że to fragment łuku, a ja jednak się upieram, że to jest... wieszak na ubrania z odłamanym jednym końcem
http://img15.staticclassifieds.com/imag ... liwice.jpgJacek wrote:Prezentowane fragmenty "łuku" zostały odnalezione w latach 30. XX w. i spłonęły podczas bombardowania Hamburga w 1945 r., tak więc jedynym źródłem jest publikacja odkrywcy, Rusta, z 1943 r.
Historia zawsze była fałszowana przed politykę, a w Niemczech w 1943 roku historii nie było wcale, była tylko narodowo - SOCJALISTYCZNA propaganda, która kłamstwami miała "dowieść", że "aryjska rasa germańska" jest "najwspanialsza na świecie". Nic to, że tamtejsi ówcześni myśliwi mieli tyle wspólnego z obecnymi Niemcami, co ja z Eskimosem; nic to, że nie ma żadnego dowodu na to, że te kawałki drewna były łukami - można kłamstwem "udowodnić", że Giermańcy to "nadludzie", którzy jako pierwsi "wynaleźli" łuk.
Jacek wrote:Materiał - sosna. Myśliwi ahrensburscy działali na terenie tundry, w tamtejszym subarktycznym klimacie jedynymi dostępnymi drzewami były sosna i brzoza karłowata.
Sęk w tym, że w klimacie subarktycznym rosły i nadal rosną drzewa - brzozy, wierzby, świerki i sosny - ale
WYŁĄCZNIE KARŁOWATE. Sosna (podobna do tatrzańskiej kosodrzewiny, tylko jeszcze drobniejsza) nie urośnie na więcej niż 30 cm.
http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normal ... gorska.jpgSzukam chętnego, który zrobi z karłowatej poskręcanej jak chińskie "S" sosny nadający się do polowania łuk... powodzenia życzę!
Czym zatem były te paleolityczne fragmenty drewna, "dziwnym" trafem zawsze nie przekraczające 40 cm?? Czemu te "łuki" zawsze "łamały" się na fragmenty ok. 40 cm, a reszta "łuku" cudownie "znikała"?
Jestem nie tylko pasjonatem łuczniczej prehistorii, ale przede wszystkim myśliwym, z łukiem poluję najdłużej ze wszystkich ludzi mieszkających na stałe w Polsce. Mając doświadczenie łowieckie wyobraziłem sobie, że zgubiłem się w bezkresie tundry i muszę na szybko cokolwiek upolować, by nie umrzeć z głodu. Łuku nie mam z czego zrobić - wszystko co dostępne jest za krótkie. No to ułamuję najdłuższy i najgrubszy dostępny kawałek karłowatej sosny (czyli max. 40 cm). Obłupuję jeden koniec by był cieńszy i lepiej leżał z dłoni. Chcę tym rzucić w kierunku pardwy, by ją trafić i zjeść. Ale samo trafienie takim kijkiem ptaka nie zabije. Trzeba kijkowi jeszcze nadać moment obrotowy - wtedy wirujący koniec kijka ma dość energii, by pardwę zabić. By koniec kijka nie wyślizgiwał się z ręki w czasie nadawania kijkowi ruchu obrotowego - robię przy końcu nacięcie do przytrzymywania kijaszka palcem wskazującym lub serdecznym.
I wyszło... coś takiego:

To po prostu z największym prawdopodobieństwem były bumerangi, ale tego Herr Rust w czasach wujka Adolfa już przyznać nie mógł... Bo jakby przyznał - to by wylądował w Dachau, za sugestię, że wspaniali myśliwi z terenów niemieckich stosowali coś, co w o wiele lepszej formie stosowali już od dziesiątków tysięcy lat "dzicy" i czarni "podludzie" aborygeńscy...
Jacek wrote:Często znajdowanym wyrobem krzemiennym na obozowiskach z owego okresu są tzw. liściaki - ostrza strzał o długości 3-5 cm.
Ostrza - owszem, ale czemu strzał?
To jakaś mania - kto znajdzie małe ostrze krzemienne - zawsze pitoli o strzałach i łuku. Na tej samej zasadzie jakbym znalazł wewnątrz piramidy koło od rydwanu - to bym twierdził, że starożytni Egipcjanie mieli samochody terenowe, z napędem na 4 koła, turbodoładowaniem, klimatyzacją i nawigacją satelitarną
Takie ostrza miały np. noże służące do patroszenia upolowanej zwierzyny. Przy Otzim znaleziono nóż z takim ostrzem i sami znalazcy przyznali, że gdyby nie zachował się trzonek - to by ostrze przypisali łuczniczej strzale.
W takie ostrza uzbrajano maczugi jeszcze w czasach historycznych.
Oraz takie ostrza miały oszczepy miotane od ok. 70 tysięcy lat przy pomocy wyrzutni.
Historykowi który nie jest myśliwym wydaje się, że małe ostrza pochodzą od strzał, a duże - od oszczepów. Tymczasem duże ostrze jest przeszkodą w polowaniach metodami paleolitycznymi i neolitycznymi. Duży, szeroki grot może nie dać rady zgruchotać zwierzęciu żeber, za to mały grot prześliźnie się między żebrami. Dlatego szczepy miotane do czasów historycznych wyrzutniami nuqaq (Inuici) oraz atlatl (Aztekowie) Były zbudowane tak:
W pusty w środku pęd oszczepu wkładano "teleskopowo" cieńszy lity kawałek drewna dł. ok. 30 cm, z małym grotem na końcu. Wyglądało tak, jakby ułamaną łuczniczą strzałę włożyć do pustego w środku grubszego kijka z pędu.
To rozwiązanie miało kilka zalet:
1. Mały wąski grot przechodził między żebrami zwierzęcia, a cienki patyk na którym był grot łatwo penetrował płuca.
2. Gdy źle trafiony zwierz uciekł, myśliwy nie tracił całego oszczepu. Penetracja kończyła się w miejscu gdzie kończył się wsunięty w oszczep "patyk". Zwierz uciekał z wbitym "patykiem", a reszta oszczepu odpadała i była zdatna do dalszego polowania, po wsadzeniu następnego "patyka" z grotem.
Im dłużej interesuję się łuczniczą prehistorią, tym wynalazek łuku oceniam na młodszy. Sądzę, że w paleolicie nie było jeszcze łuków, pierwszymi były dopiero łuki typu Holmegaard.