Słyszeliście zapewne o trebuszach. Były to największe machiny miotające największe głazy. A działały na prostej zasadzie: głaz był wrzucany do worka(coś jak ta łapka z procy zaprezentowanej przez Filosa w temacie "proce"), przywiązywany do belki, a po drugiej stronie belki był przymocowany jeszcze większy głaz (tak ze 2 metry średnicy

). Wszystko to opierało się na ogromnej (nieraz kilkunastometrowej wysokości szali. I w momencie rozcięcia liny przytrzymującej duży głaz wędruje w dół, wyrzucając ten mniejszy daleeeeeeeeeeeeko w przód razem z workiem. Powalało to drzewa i rozbijało mury. Największy kaliber w historii
No a ja się pytam: Jak można zbudowaą trebusz? Nie chodzi mi o ten wielki, tylko o taką podwórkową wersję. Wysokości góra trzech metrów

Próbowałem już kilka wersji prototypów, ale albo kamień leciał metr (czasem mniej

), albo nic się nie działo, a jak już coś się działo, to wszystko wylatywało w kosmos

. Więc jak mogę zbudowaą taki trebusz, który będzie działał, ale nikogo nie uszkodzi

?
