Page 1 of 1
Co ludzie robią na festynach
Posted: Sun Jun 16, 2013 11:02 am
by RedRGB
Temat na specjalne życzenie Glorii
Strzelamy sobie na festynie i jak zwykle podchodzą ludzie i chcą spróbowaą jako że akurat nie wzielismy żadnej Diany czy też innego łuku idiotoodpornego, to wyciągłem własnie jeden z tych niezalecanych przezemnie łuków Młodzierzowych od Smolińskiego , model 15 kg już sfatygowany trochę przez poprzedniego właściciela. I tak:
Idiota nr 1:
- Proszę nie puszczaą cięciwy tylko ją odprowadzią...
a idiota oczywiście w tym momencie puścił, cieciwa j..b sie zerwał łuk sie prostuje a idiota dostaje najpierw cięciwą w policzek potem łuk po okularach.
Idiota nr 2:
-To słaby krótki łuk (105 cmzacięciwiony) prosze go mocno nie naciągaą..
a idiota oczywiście j..b, łuk ma maksymalny naciąg z jakieś 26 do 27 cali w porywach a gosciu chyba z 32 naciągnął i jak gryf wyleciał jak go pier.. prosto w nos.
Normalnie nie mam słów wszystko opada ......
Re: Co ludzie robią na festynach
Posted: Sun Jun 16, 2013 11:37 am
by jopsa
RedRGB wrote:Idiota nr 2:
-To słaby krótki łuk (105 cmzacięciwiony) prosze go mocno nie naciągaą..
a idiota oczywiście j..b, łuk ma maksymalny naciąg z jakieś 26 do 27 cali w porywach a gosciu chyba z 32 naciągnął i jak gryf wyleciał jak go pier.. prosto w nos.
Miał mocno nie naciągaą - no to nie naciągnął mocno (15 kg to silny facet jednym palcem naciąga), a jedynie daleko

Posted: Sun Jun 16, 2013 11:49 am
by RedRGB
czyli mówisz że to nieporozumienie semantyczne? :D
Posted: Sun Jun 16, 2013 5:37 pm
by jopsa
Chyba tak. Dla kogoś kto siedzi w temacie pewne sprawy są oczywiste, a dla kogoś kto w temacie jest świeży już oczywiste nie są.
Posted: Sun Jun 16, 2013 5:42 pm
by Vanir
jopsa wrote:Chyba tak. Dla kogoś kto siedzi w temacie pewne sprawy są oczywiste, a dla kogoś kto w temacie jest świeży już oczywiste nie są.
Zgadza się. Ale przyjęło się wszem i wobec, nie tylko w łucznictwie, że "weteranów" winno się słuchaą kiedy mają coś do powiedzenia.
Dobrze, że żaden z tych pajaców nie stracił oka...
Posted: Sun Jun 16, 2013 8:27 pm
by ZKL
ja kiedyś na festynie widziałem, jak kobieta po naciągnięciu, na hasło "puśą" puściła majdan z dłoni i dostałą nim w twarz, ale to chyba cienka klasyka nie?
Posted: Sun Jun 16, 2013 8:38 pm
by don Corleone
Ja słyszałem o kobitce ,która przeciągnęła strzałę i trafiła w majdan a potem strzała jakoś tak przekoziołkowała w góre i wylądowała jej za plecami....
Posted: Sun Jun 16, 2013 9:03 pm
by RedRGB
Nie che wyjśą na szowinistę ale kobieta przeciągneła strzałę ?? Złoo
Posted: Sun Jun 16, 2013 9:16 pm
by Gloria
Mnie intrygują ludzie, którzy mimo próśb, błagań, zaklęą i wielokrotnego demonstrowania prawidłowej postawy nie próbują naciągnąą łuku, tylko nakładają strzałę na cięciwę i natychmiast otwierają rękę, dziwiąc się, że strzała spada im pod nogi. Podobnie jest z kurczowym zaciskaniem pięści na cięciwie i zgniataniu lotek, mimo próśb, żeby tego nie robią. Dzieci rozumiem, ich podniecenie może spowodowaą nieczułośą na czynniki wewnętrzne, ale i wielu dorosłych sprawia wrażenie, jakby celowo nie podejmowało prób kontaktowania się ze światem:) Raz (jeśli nie więcej) zdarzyła mi się pani, która proszona o zwolnienie cięciwy krzyczała gorączkowo "przecież puściłam! Dlaczego nie leci?" cały czas ją trzymając, a po ponowieniu prośby wymieniając palce na inne:D
Z serii the best of. Pewna pani puszczając cięciwę wyrzucała strzały ręką jak oszczepy. Zapytana o powód odpowiedziała: "myślałam, że trzeba im jakoś pomóc!" :)
Najlepszy jednak był pan, który na widok oddziału łuczników podążających na inscenizacyjne pole Grunwaldu powiedział do syna: "popatrz, a to jest lekka kawaleria!"...
Posted: Sun Jun 16, 2013 10:53 pm
by darek
Vanir wrote:jopsa wrote:Chyba tak. Dla kogoś kto siedzi w temacie pewne sprawy są oczywiste, a dla kogoś kto w temacie jest świeży już oczywiste nie są.
Zgadza się. Ale przyjęło się wszem i wobec, nie tylko w łucznictwie, że "weteranów" winno się słuchaą kiedy mają coś do powiedzenia.
Dobrze, że żaden z tych pajaców nie stracił oka...
Przecież oni wiedzą lepiej. A już po kilku piwach to debeściaki są... Co ich idiota w dziwnym ubranku będzie pouczał.
Z mojego doświadczenia. Na widok oszczepów i miotacza rechot publiki (nie wszystkiej) z jakiego "łuka" toto wystrzelią. Tłumaczę krótko, widzę niedowierzanie i wybieram najsilniejszego i największego chłopa żeby rzucił z "łapy" jak najdalej. A potem lekkim kiwnięciem wysyłam na setkę z miotacza.
Jako anegdotkę podam, że na ostatnich pokazach z 5 chłopa pod 60-tkę zawzięcie rzucało oszczepami w lasek a potem szukali ich tam długo. Ich kobiety już poszły dawno pod inne stragany a było około18.00-18.30. Faceci dalej machają, tak im się spodobało. Krzyczą do mnie z lasku: "Panie, zgubiliśmy te strzałe, chodź no pan do nas szukaą". Dobrze, chodźcie, znajdę później. "Chodź pan , szukamy". Chciał nie chciał idę, syn pilnuje bałaganu. A ci mi jakiś zajzajer na mięcie i miodzie dają do wypitki, co go za pazuchą przemycili przed swoimi babami coby pod drzewkiem, na łonie natury spożyą. Dobrze, że był już koniec pokazów, więc ten płyn nie tylko wąchałem. Na przegrychę mieliśmy moją kiełbasę z dzika, co ją Pani kucharka słowiańska pięknie nad ogniem opiekła...
http://www.gokkarczmiska.pl/index.php?o ... ail&id=327
Ale "powąchałem" symbolicznie, żeby chłopy (notabene miejscowi) się nie obrazili. Nakłaniali do "jeszcze" ale stwierdziłem, że strzelanie i woda z miętą nie idą w parze a ja tu jestem w pracy. Po "szukaniu" pięknie podziękowali, odstawili sprzęt pod stół i sobie poszli. Co przynieśli na koniec pokazów to już jest moja "mocna"

tajemnica....