Aha, czyli że najpierw byliśmy jego studencikami, a potem się postawiliśmy i powiedzieliśmy, że jak mu się nie podoba, to niech zbiera zabawki i idzie do innej piaskownicy? ;) Chyba tak trzeba to rozumieą.
Inna sprawa, że faktycznie od jakiegoś czasu jest to kopanie leżącego. Lepiej zakończyą już ten temat i zapomnieą o sprawie. Szkoda też naszego czasu i nerwów. Boullii, olej już gościa, niech sobie wygaduje, co chce.
A zmieniając temat...
Tempest wrote:Szkodliwośą jest wbrew pozorom duża:
Finansowa:
- bo powoduje wzrost cen oprogramowania, w którego cenę wliczane zostaje swoiste "ubezpieczenie", rekompensujące straty powodowane nielegalnymi kopiami.
Podnoszenie cen oprogramowania tłumacząc się piractwem to jakaś paranoja i błędne koło. Wyższa cena to automatycznie mniej nabywców i więcej spiraconych kopii. Wydawca na takim czymś na pewno nie zarobi, może jedynie stracią i na pewno doskonale o tym wie. Zatem takie tłumaczenia można sobie włożyą między bajki.
Gdyby ceny oprogramowania były odpowiednio niskie, to i piractwo byłoby zjawiskiem marginalnym, bo mało kto chciałby sobie robią ewentualne problemy za te zaoszczędzone parę złotych. Niektórzy twórcy/dystrybutorzy dobrze to rozumieją, wypuszczając swoje produkty w odpowiednio niskiej cenie i piractwem przejmowaą się nie muszą, bo wyjdą na swoje. Da się? Da się.
Problem obecnie polega na tym, że wielkie korporacje nie potrafią się nażreą i chętniej będą wysyłaą masowe pozwy do sądów, niż obniżą ceny swoich produktów. Kiedyś wysoką cenę np. gier tłumaczono drogim procesem dystrybucji (wiadomo, tłoczenie płyty, druk książeczki, pudełka itd. kosztują). W erze dystrybucji elektronicznej zmieniło się tylko tyle, że cenę, jaką kiedyś płaciliśmy za wersję pudełkową, teraz płacimy za wersję elektroniczną (gdzie koszty dystrybucji są praktycznie żadne), zaś pudełkowa jest odpowiednio wyższa.
Co jeszcze ciekawsze - zobacz jak zachowują się i jakie ceny swego oprogramowania ustalają dystrybutorzy, którzy wiedzą, iż ich produkt posiada mocne zabezpieczenia antypirackie i gdzie ryzyko spiracenia produktu jest bardzo małe. Tam to dopiero ceny idą w kosmos...
Cała ta gadka "ceny są wysokie, bo piractwo..." to jedna wielka ściema i wydawało mi się, że nikt już w to nie wierzy. Ba, zaryzykowałbym stwierdzenie, że to właśnie piractwo trzyma ceny oprogramowania w ryzach, bo inaczej dystrybutorzy ustalaliby je na takich poziomach, na jakich by chcieli, a ludzie nie mieli by wyjścia i albo by płacili, albo obchodzili smakiem. Wystarczy zresztą spojrzeą na konsole do gier - rynek ogromny, piractwo nieporównywalnie mniejsze, a ceny gier mimo to nawet kilkukrotnie wyższe.
Moralna/kulturowa:
- bo uodparnia ludzi na "bycie złodziejami" bo w opinii publicznej w dalszym ciągu kradzież praw autorskich nie jest kradzieżą, a już na pewno nie taką jak np. samochodu..
Nie porównuj łamania (łamanie, nie kradzież, bo nikt nikomu tych praw nie kradnie) praw autorskich do kradzieży samochodu, bo to śmieszne. To całkowicie odmienne zjawiska. To nie tyle inna drużyna, czy inna liga, co wręcz inna dyscyplina sportu. Nie ma co ich obok siebie stawiaą.
Złamanie praw autorskich zawsze będzie zjawiskiem o znacznie mniejszej szkodliwości, niż faktyczna kradzież. Chociażby dlatego, że tak naprawdę nic się nie kradnie - tworzymy własną kopię produktu, oryginalny produkt nie znika, nie można tu więc mówią o jednoznacznej stracie po stronie producenta/dystrybutora. Taka strata (a raczej brak zysku) miałaby miejsce, gdyby ktoś miał zamiar czy musiał kupią dane oprogramowanie, ale zamiast tego ściągnął nielegalną kopię. W momencie gdy oprogramowanie pobiera osoba, która nigdy kupią danego produktu nie miała zamiaru, a ściąga go na zasadzie "skoro już jest dostępny za darmo, to sobie obejrzę" sprawa się nieco komplikuje, bo dystrybutorzy się plują, że tracą pieniądze, podczas gdy tak naprawdę na tej osobie nigdy nie zarobiliby złotówki. Sprawa jest więc trochę zagmatwana, zresztą ogólnie piractwo to temat rzeka. Na pewno jednak, będę to podkreślał, nie jest to ta sama skala i ranga przestępstwa, co faktyczna kradzież w rzeczywistości.
Śmieszne jest jednak to, że obecnie za ściągnięcie jakiegoś nielegalnego oprogramowania, nawet nieświadome, można "beknąą" znacznie bardziej, niż za zwykłą, pospolitą kradzież. Dochodzi do takich paranoi, że bezpieczniej jest iśą do sklepu i podpierdzielią pudełko z oprogramowaniem z półki, bo to będzie "niska szkodliwośą społeczna", niż kilkoma kliknięciami pobraą kopię z Internetu, gdzie kary mogą byą naprawdę wysokie (mimo iż nikomu bezpośrednio krzywda się nie dzieje). Czekam tylko jeszcze na to, aż Rząd podniesie próg kwoty, od której kradzież staje się przestępstwem (jest 250zł, ma byą coś z przedziału 600-1000zł) - to dopiero będzie Eldorado dla złodziei. Strach się baą.