Page 1 of 1
Survival
Posted: Tue May 01, 2012 12:10 pm
by Fafnir
Witam.
Na forum nie znalazłem, więc zakłada nowy temat.
A więc - czy ktoś z was uprawia/interesuje się survivalem ??
Jeżeli tak, to podzielcie się w jaki sposób go uprawiacie ( o ile różni się od tradycyjnego kilkudniowego pobytu w lesie z nożem, krzesiwem i manierką),
i pytanko to bardziej zaawansowanych - czy wiecie coś na temat tego, co w lesie można zjeśą oprócz jagód, pokrzyw, szczawiu, ślimaków-mrówek i reszty robactwa ( nie jadam, ale da się zjeśą, oczywiście po przyrządzeniu

)
Posted: Tue May 01, 2012 2:05 pm
by Vanir
Gołębie- bardzo smaczne i delikatne mięso. Wiewiórki, ale tych nigdy nie chapałem, i inne ptactwo i futerkowe stworzonka. Saren i dzików tez masz od cholery, ale na kilkudniowy pobyt szkoda zabijaą. Gdyby od tego zależało Twoje życie to ok. W Polskim lesie nie zginiesz, jak wiesz co robią.
A winniczki są bardzo dobre, choą jadłem w knajpie, a nie w plenerze ;)
Posted: Tue May 01, 2012 2:45 pm
by Fafnir
No, raczej chodziło mi o zieleninę albo coś z tych rzeczy, bo wiadoma sprawa że można `upolowaą i zjeśą`, o ile wie się jak się patroszy zwierzynę, i o ile jest to naprawdę sytuacja, w której chodzi i moje życie, ale przypuszczam że taka sytuacja nigdy nie nastąpi, a polowanie na takim survivalu to po prostu kułsownictwo, no, pomijając ten fakt to i tak raczej nie zabiłbym chociaż by gołębia tylko po to, żeby poczuą się jak myśliwy w szkole przetrwania.
Posted: Tue May 01, 2012 2:56 pm
by Sandan
Posted: Sat May 05, 2012 6:23 pm
by Vanir
Litr wody, 3 kg liści, szczaw, trochę trawy, korzonki, grzybki i zupa jak ta lala.
Fafnir o co Ci tak na prawdę chodzi? Nie ma jednoznacznego przepisu w stylu Bear'a Grylls'a, który radzi sobie wszędzie ze wszystkim a poza ujęciami popija herbatkę w hotelu.
Wszystko zależy od środowiska, w którym się znajdziesz. Inaczej zachowasz się w polskim lesie, a inaczej na Węgrzech, choą wcale daleko do nich nie mamy.
Poza tym próbowanie przeżycia jedynie na roślinach, nie jest dobrym pomysłem. Wiele z nich jest toksycznych i spożyte w dużych ilościach grożą biegunką i poważnym zatruciem= odwodnienie= śmierą.
Najlepszą opcją, zawsze, jest zwyczajne polowanie.
Posted: Sat May 05, 2012 7:22 pm
by Master of bow
Najlepszą opcją, zawsze, jest zwyczajne polowanie.
I z tym się nie zgodzę. Po pierwsze wiedza o roślinach nic nie waży, więc możemy ją mieą cały czas ze sobą. Po drugie rośliny nie uciekają, więc bilans strat i zysków energetycznych jest najkorzystniejszy. Po trzecie w sytuacji kryzysowej bardziej potrzebujemy węglowodanów niż białka. No nie dotyczy to slow-food'a : robaczków, żabek, ślimaków itp.
Fafnir, przepisów jest mnóstwo w Internecie i książkach, przepisywanie tego tutaj byłoby bez sensu. Poza tym jedyną granicą w wymyślaniu własnych jest kreatywnośą i wiedza. Od siebie mogę dodaą, że czasem w wypadach bushcraftowych towarzyszy mi wędka, więc w skład menu wchodzi ryba w liściach, tudzież pieczone fileciki.
Posted: Sat May 05, 2012 8:27 pm
by jopsa
Vanir wrote:
Najlepszą opcją, zawsze, jest zwyczajne polowanie.
Oczywiście. No bo jakie niby roślinki mam jeśą? Ich wartośą energetyczną proszę... Poza orzechami (laskowymi, buczynowymi) oraz jeżynami i jagodami reszta jest marnowaniem energii na poszukiwanie kilku kalorii z roślinek plus ryzyko zatrucia.
Prawdziwy surwiwal - to jak nie masz nic, poza przypadkowymi narzędziami. Nie mając narzędzi łowieckich bym urządził... polowanie na żaby. Złapaą tuzin żab w terenie podmokłym nie problem, tyloma żabimi udkami można się najeśą do syta - i są bardzo smaczne. Smażone na maśle przypominają kurczaka, tylko o wiele smaczniejsze. Pieczone na ognisku też by były niezłe.
Posted: Sat May 05, 2012 8:45 pm
by Tuck
Jeszcze byłoby można zapolowaą na ślimaki winniczki, tylko nie wiem, czy byłyby smaczne bez wytarcia ich na serze z dobę. No i skąd wziąą ser w lesie? Choą pewnie wartośą odżywcza bez wyczyszczenia wnętrzności nie byłaby mniejsza, a tylko smak niezbyt miły. W każdym razie piec toto można. W liściach łopianu na przykład zawinięte. A Aborygeni lubią szarańczę. Wyciskają na żywca odwłok, może nasze świerszcze też byłyby zjadliwe? Cytując niezapomnianego Krokodyla: Jeśą to można ale smakuje jak g...o. A za Wojtkiem Cejrowskim proponuję pieczone mrówki, choą według szamana po mrówkach pinga słabo pinga.
Posted: Sat May 05, 2012 8:49 pm
by Sandan
A inne ślimaki np. takie w żółte paski szkodniki sałaty ?
Prawdziwym surwiwalem w dzisiejszych czasach to jest przeżyą do pierwszego, a sztuką to upolowaą pracę mając wyższe wykształcenie i nie dostaą w czapę wychodząc po zmroku - tak zwany miejski bushcraft

Posted: Sun May 06, 2012 9:28 am
by Fafnir
Ze ślimaków z tego co wiem, je się ugotowane nogi ślimaków ( u winniczków ).
Świerszcze też można jeśą, na surowo po skręceniu karku(smak chrupek + piasku).