Trenując strzelanie do typowej tarczy na typowym torze łuczniczym i na typowym dystansie bowhunterskim ok. 20 metrów łatwo nabrać fałszywego przekonania, że to łatwizna. Sęk w tym, że żywe zwierzęta nie mają namalowanych na tuszach różnokolorowych kółek z dobitnym podkreśleniem najmniejszym żółtym kółkiem gdzie ma dolecieć strzała
Lepsze jest strzelanie do dużych ciemnych płacht papieru (zmieniając te płachty na różne wielkości, bo i różnych wielkości będą zwierzęta na polowaniu), na których wyznaczamy miejsce najlepszego trafienia w taki sposób, byśmy wiedzieli gdzie ono jest - ale nie widzieli zaznaczenia tego konkretnego miejsca w czasie celowania.
Nie strzelać seriami - a tylko jedną strzałą, za to przykładając się by ten jeden strzał był najlepszy. Choćby z tego powodu, by poprzednia wbita strzała nie była punktem odniesienia w czasie następnego strzału.
Trenować w warunkach imitujących te, które będą w czasie polowania - czyli nie idziemy trenować gdy jest ładne słoneczko w samo bezwietrzne miłe południe, na równej trawce - ale w półmroku, w czasie deszczu, śniegu, mgły, wiatru, stojąc na czymś niewygodnym (ja np. staję na stołku), strzelając z niewygodnych, wymuszonych pozycji. Ponieważ większość polowań łuczniczych jest ze zwyżek - trenować takie strzelanie, ja np. staję w otwartym oknie na piętrze mojego domu, na tymże chybotliwym stołku, obrócony w niewygodną stronę - i nagle się okazuje, że łatwo trafić już nie jest.
Trenować zawsze celowanie instynktowne, nawet gdy się na stałe korzysta z celowników. No bo znajdziemy się blisko dużego zwierzęcia, patrzymy przez kółko celownika... a w nim tylko ciemna plama, obrysy zwierzęcia są już poza kółkiem celownika. Celownik wtedy tylko przeszkadza, trzeba strzelić instynktownie.
No i koniecznie trenować z grotami myśliwskimi, jeżeli nie używa się grotów mechanicznych. Strzały z grotami ćwiczebnymi (fieldpoint) trafiają w inne miejsce. Dlatego ja z mojego myśliwskiego bloczka strzelałem z grotami fieldpoint tylko przez tydzień, tuż po kupieniu łuku - a potem wyłącznie z grotami myśliwskimi.
Pojechałem kilka lat temu na kilkudniowe polowanie z kumplem. Najpierw przestrzeliwanie łuków na 30 metrów do piankowej kostki w obecności prowadzącego polowanie. Ja sieję na prawo i lewo, w górę i w dół - a kolega trafia perfekcyjnie w punkt. Prowadzący Słowak patrzy z dezaprobatą... ale tylko na mnie.
Ale na polowaniu... Pierwszego dnia kumpel spłoszył dziki uderzając łukiem o ściankę niewygodnej ambony w czasie naciągania łuku - tego nie ćwiczył. Trzeciego dnia po wielogodzinnym staniu na mrozie... nie miał siły naciągnąć swego łuku, bo trenował tylko w milutkich warunkach i nie przewidział, że jego łuk dobry na rekreacyjne strzelanko w pięknych okolicznościach przyrody - na polowaniu już będzie dla niego za silny. No i wrócił z niczym, a ja, d... nie łucznik sportowy - wróciłem z dzikiem, strzelonym zresztą z tej samej ambony innego dnia.
Inny kolega na innym polowaniu też perfekcyjnie trafiał do kostki, a potem na polowaniu ze zwyżki strzelił "panu Bogu w okno", dobrze że zwierzaka nie zranił. Zarzekał się że stał od niego 30 metrów - no to poszli w miejsce strzału z prowadzącym, zmierzyli odległość - a tu tylko 17 metrów, nie 30. Było zbyt ciemno na użycie dalmierza, a patrząc z wysokości zawsze obiekty wydają się być bardziej oddalone niż w rzeczywistości. Nie ćwiczył strzelania ze zwyżek.
Dobre jest to, o czym pisał C_D - podchodzenie zwierza w Polsce bez łuku i "strzelanie" fotek. Oraz zawody na zasadach opisanych przez anezę. Brałem udział w egzaminie na takich zasadach, dodatkowo na nich karany odjęciem 20 punktów był taki strzał - prowadzący egzamin podprowadził w miejsce za krzakiem i z niego należało strzelić do figurki łani. Już naciągnąłem łuk, już miałem strzelić... - a tu nagle widzę że łania ma 4 łyżki (uszy)... No co jest? Odłożyłem łuk. wychyliłem się w bok - a za łanią stoi druga figurka łani. Nie wolno w takiej konfiguracji strzelać na polowaniu, bo strzała przelatując przez jedno zwierzę może zranić następne, stojące za nim.