Trening bowhuntera
- Czarny Rycerz
- Site Admin
- Posts: 557
- Joined: Fri Feb 09, 2007 5:57 pm
Trening bowhuntera
Temat trochę prowokacyjny, ale przede wszystkim założony z czystej ciekawości. Idea zainspirowana wypowiedziami jopsy, który jak wiadomo, samemu mając wielokrotnie okazję do polowania, równie często mówi o tym że strzelanie 3d wyrabia tylko złe nawyki. Argumenty brzmią całkiem sensownie i mnie przekonują, natomiast moje pytanie brzmi, jak w takim razie wygląda sensowny trening osoby która chciałaby polować z łukiem. Jeśli odrzucamy strzelanie tarczowe i strzelanie 3d, po prostu nie wiem w jaki sposób w takim razie tacy ludzie trenują? Nie ukrywam, że liczę głównie na odpowiedź jopsy, ale rzecz jasna zapraszam wszystkich do głosu w dyskusji, która mam nadzieję się rozwinie.
'Tis but a scratch!
-
sebastian
Re: Trening bowhuntera
Moim zdaniem tarcza z odpowiedniej wielkości jednym polem jest tu wystarczająca, masz jedynie opcję trafiony lub pudło, nie trzeba do tego całego gumowego zwierzaka. Teoretycznie tarcze field są całkiem spoko, albo żółtko albo nic, tylko trafiony albo pudło :)
Re: Trening bowhuntera
Kiedyś przypadkiem, chyba na archeryfield znalazłam, jak wyglądają zawody dla "myśliwych". Ano tak, że po pierwsze, jak nie trafisz w "komorę", tylko w inny kawałek zwierza, to masz -20pkt (0 przy zwykłym pudle). Jak np. próbujesz strzelać z ponad 30m albo przez gałęzie na trajektorii i nawet trafisz w tę komorę, to też masz -20, bo liczyłeś na zwykły fart - w takiej sytuacji masz odmówić strzału. I zawsze, dla większego obciachu, był wybierany król pudlarzy. Nie było tak jeszcze jednej istotnej na polowaniu zasady - tzn. "morda w kubeł", czy podchodzenia pod wiatr.
Re: Trening bowhuntera
Trenując strzelanie do typowej tarczy na typowym torze łuczniczym i na typowym dystansie bowhunterskim ok. 20 metrów łatwo nabrać fałszywego przekonania, że to łatwizna. Sęk w tym, że żywe zwierzęta nie mają namalowanych na tuszach różnokolorowych kółek z dobitnym podkreśleniem najmniejszym żółtym kółkiem gdzie ma dolecieć strzała
Lepsze jest strzelanie do dużych ciemnych płacht papieru (zmieniając te płachty na różne wielkości, bo i różnych wielkości będą zwierzęta na polowaniu), na których wyznaczamy miejsce najlepszego trafienia w taki sposób, byśmy wiedzieli gdzie ono jest - ale nie widzieli zaznaczenia tego konkretnego miejsca w czasie celowania.
Nie strzelać seriami - a tylko jedną strzałą, za to przykładając się by ten jeden strzał był najlepszy. Choćby z tego powodu, by poprzednia wbita strzała nie była punktem odniesienia w czasie następnego strzału.
Trenować w warunkach imitujących te, które będą w czasie polowania - czyli nie idziemy trenować gdy jest ładne słoneczko w samo bezwietrzne miłe południe, na równej trawce - ale w półmroku, w czasie deszczu, śniegu, mgły, wiatru, stojąc na czymś niewygodnym (ja np. staję na stołku), strzelając z niewygodnych, wymuszonych pozycji. Ponieważ większość polowań łuczniczych jest ze zwyżek - trenować takie strzelanie, ja np. staję w otwartym oknie na piętrze mojego domu, na tymże chybotliwym stołku, obrócony w niewygodną stronę - i nagle się okazuje, że łatwo trafić już nie jest.
Trenować zawsze celowanie instynktowne, nawet gdy się na stałe korzysta z celowników. No bo znajdziemy się blisko dużego zwierzęcia, patrzymy przez kółko celownika... a w nim tylko ciemna plama, obrysy zwierzęcia są już poza kółkiem celownika. Celownik wtedy tylko przeszkadza, trzeba strzelić instynktownie.
No i koniecznie trenować z grotami myśliwskimi, jeżeli nie używa się grotów mechanicznych. Strzały z grotami ćwiczebnymi (fieldpoint) trafiają w inne miejsce. Dlatego ja z mojego myśliwskiego bloczka strzelałem z grotami fieldpoint tylko przez tydzień, tuż po kupieniu łuku - a potem wyłącznie z grotami myśliwskimi.
Pojechałem kilka lat temu na kilkudniowe polowanie z kumplem. Najpierw przestrzeliwanie łuków na 30 metrów do piankowej kostki w obecności prowadzącego polowanie. Ja sieję na prawo i lewo, w górę i w dół - a kolega trafia perfekcyjnie w punkt. Prowadzący Słowak patrzy z dezaprobatą... ale tylko na mnie.
Ale na polowaniu... Pierwszego dnia kumpel spłoszył dziki uderzając łukiem o ściankę niewygodnej ambony w czasie naciągania łuku - tego nie ćwiczył. Trzeciego dnia po wielogodzinnym staniu na mrozie... nie miał siły naciągnąć swego łuku, bo trenował tylko w milutkich warunkach i nie przewidział, że jego łuk dobry na rekreacyjne strzelanko w pięknych okolicznościach przyrody - na polowaniu już będzie dla niego za silny. No i wrócił z niczym, a ja, d... nie łucznik sportowy - wróciłem z dzikiem, strzelonym zresztą z tej samej ambony innego dnia.
Inny kolega na innym polowaniu też perfekcyjnie trafiał do kostki, a potem na polowaniu ze zwyżki strzelił "panu Bogu w okno", dobrze że zwierzaka nie zranił. Zarzekał się że stał od niego 30 metrów - no to poszli w miejsce strzału z prowadzącym, zmierzyli odległość - a tu tylko 17 metrów, nie 30. Było zbyt ciemno na użycie dalmierza, a patrząc z wysokości zawsze obiekty wydają się być bardziej oddalone niż w rzeczywistości. Nie ćwiczył strzelania ze zwyżek.
Dobre jest to, o czym pisał C_D - podchodzenie zwierza w Polsce bez łuku i "strzelanie" fotek. Oraz zawody na zasadach opisanych przez anezę. Brałem udział w egzaminie na takich zasadach, dodatkowo na nich karany odjęciem 20 punktów był taki strzał - prowadzący egzamin podprowadził w miejsce za krzakiem i z niego należało strzelić do figurki łani. Już naciągnąłem łuk, już miałem strzelić... - a tu nagle widzę że łania ma 4 łyżki (uszy)... No co jest? Odłożyłem łuk. wychyliłem się w bok - a za łanią stoi druga figurka łani. Nie wolno w takiej konfiguracji strzelać na polowaniu, bo strzała przelatując przez jedno zwierzę może zranić następne, stojące za nim.
Lepsze jest strzelanie do dużych ciemnych płacht papieru (zmieniając te płachty na różne wielkości, bo i różnych wielkości będą zwierzęta na polowaniu), na których wyznaczamy miejsce najlepszego trafienia w taki sposób, byśmy wiedzieli gdzie ono jest - ale nie widzieli zaznaczenia tego konkretnego miejsca w czasie celowania.
Nie strzelać seriami - a tylko jedną strzałą, za to przykładając się by ten jeden strzał był najlepszy. Choćby z tego powodu, by poprzednia wbita strzała nie była punktem odniesienia w czasie następnego strzału.
Trenować w warunkach imitujących te, które będą w czasie polowania - czyli nie idziemy trenować gdy jest ładne słoneczko w samo bezwietrzne miłe południe, na równej trawce - ale w półmroku, w czasie deszczu, śniegu, mgły, wiatru, stojąc na czymś niewygodnym (ja np. staję na stołku), strzelając z niewygodnych, wymuszonych pozycji. Ponieważ większość polowań łuczniczych jest ze zwyżek - trenować takie strzelanie, ja np. staję w otwartym oknie na piętrze mojego domu, na tymże chybotliwym stołku, obrócony w niewygodną stronę - i nagle się okazuje, że łatwo trafić już nie jest.
Trenować zawsze celowanie instynktowne, nawet gdy się na stałe korzysta z celowników. No bo znajdziemy się blisko dużego zwierzęcia, patrzymy przez kółko celownika... a w nim tylko ciemna plama, obrysy zwierzęcia są już poza kółkiem celownika. Celownik wtedy tylko przeszkadza, trzeba strzelić instynktownie.
No i koniecznie trenować z grotami myśliwskimi, jeżeli nie używa się grotów mechanicznych. Strzały z grotami ćwiczebnymi (fieldpoint) trafiają w inne miejsce. Dlatego ja z mojego myśliwskiego bloczka strzelałem z grotami fieldpoint tylko przez tydzień, tuż po kupieniu łuku - a potem wyłącznie z grotami myśliwskimi.
Pojechałem kilka lat temu na kilkudniowe polowanie z kumplem. Najpierw przestrzeliwanie łuków na 30 metrów do piankowej kostki w obecności prowadzącego polowanie. Ja sieję na prawo i lewo, w górę i w dół - a kolega trafia perfekcyjnie w punkt. Prowadzący Słowak patrzy z dezaprobatą... ale tylko na mnie.
Ale na polowaniu... Pierwszego dnia kumpel spłoszył dziki uderzając łukiem o ściankę niewygodnej ambony w czasie naciągania łuku - tego nie ćwiczył. Trzeciego dnia po wielogodzinnym staniu na mrozie... nie miał siły naciągnąć swego łuku, bo trenował tylko w milutkich warunkach i nie przewidział, że jego łuk dobry na rekreacyjne strzelanko w pięknych okolicznościach przyrody - na polowaniu już będzie dla niego za silny. No i wrócił z niczym, a ja, d... nie łucznik sportowy - wróciłem z dzikiem, strzelonym zresztą z tej samej ambony innego dnia.
Inny kolega na innym polowaniu też perfekcyjnie trafiał do kostki, a potem na polowaniu ze zwyżki strzelił "panu Bogu w okno", dobrze że zwierzaka nie zranił. Zarzekał się że stał od niego 30 metrów - no to poszli w miejsce strzału z prowadzącym, zmierzyli odległość - a tu tylko 17 metrów, nie 30. Było zbyt ciemno na użycie dalmierza, a patrząc z wysokości zawsze obiekty wydają się być bardziej oddalone niż w rzeczywistości. Nie ćwiczył strzelania ze zwyżek.
Dobre jest to, o czym pisał C_D - podchodzenie zwierza w Polsce bez łuku i "strzelanie" fotek. Oraz zawody na zasadach opisanych przez anezę. Brałem udział w egzaminie na takich zasadach, dodatkowo na nich karany odjęciem 20 punktów był taki strzał - prowadzący egzamin podprowadził w miejsce za krzakiem i z niego należało strzelić do figurki łani. Już naciągnąłem łuk, już miałem strzelić... - a tu nagle widzę że łania ma 4 łyżki (uszy)... No co jest? Odłożyłem łuk. wychyliłem się w bok - a za łanią stoi druga figurka łani. Nie wolno w takiej konfiguracji strzelać na polowaniu, bo strzała przelatując przez jedno zwierzę może zranić następne, stojące za nim.
moje łuki: wiązowy Holmegaard, cisowy neolityczny i elb, indiański piramidalny, turecki rogowy kompozyt, Saluki Hybrid Crimean Tartar, angular hikora-ipe, kilka laminatów longbow i recurve + bloczek do polowania. I inne, w tym pasujące do avatara 
Re: Trening bowhuntera
No, to rozumiem.
Ale nie zgadzam się z tym, jak tych, co bawią się w 3D objechałeś. Nawet na zwykłych 3D strzelasz w baaardzo różnym terenie - w tym z wypadu za drzewa, ze stromego stoku, gdzie z trudem się trzymasz na nogach, z dołu, czy z niemalże półszpagatu, bo inaczej masz gałęzie na torze (przynajmniej tak jest na siekierkowskich 3D), raz na mrozie, raz we mgle, czy pod słońce jak zwierzak w cieniu na stoku. I zwierzaki nie mają kolorowych kółek. Strefy - faktycznie być może i idiotycznie zaznaczone - tu nie jestem ekspertem - ale zupełnie ich nie widać, jak strzelasz nawet z 20m.
Jak widać, nie widać ich nawet z kilku metrów
https://www.facebook.com/photo.php?fbid ... permPage=1
A ze stanowiska, to sami widzicie, co widać. Wiem, do żywego zwierza z 60 m na pewno nie strzelisz. Ale nie o to w tej zabawie chodzi.
O, i jeszcze jeden ładny obrazek z 3D, tym razem nie zwierz. Wrażliwym nie polecam
A nie, sorry, nie zamieściłam w sieci, więc zdjęcia pokazać nie mogę - za to jest filmik https://www.youtube.com/watch?v=yiK5enn ... e=youtu.be (z ujęcia kamery tego nie widać, ale ze stanowiska celu nie było widać przez mimozy, więc dopiero komentarz kamerzystki zdradził szczegóły trafienia)
Ale nie zgadzam się z tym, jak tych, co bawią się w 3D objechałeś. Nawet na zwykłych 3D strzelasz w baaardzo różnym terenie - w tym z wypadu za drzewa, ze stromego stoku, gdzie z trudem się trzymasz na nogach, z dołu, czy z niemalże półszpagatu, bo inaczej masz gałęzie na torze (przynajmniej tak jest na siekierkowskich 3D), raz na mrozie, raz we mgle, czy pod słońce jak zwierzak w cieniu na stoku. I zwierzaki nie mają kolorowych kółek. Strefy - faktycznie być może i idiotycznie zaznaczone - tu nie jestem ekspertem - ale zupełnie ich nie widać, jak strzelasz nawet z 20m.
Jak widać, nie widać ich nawet z kilku metrów
https://www.facebook.com/photo.php?fbid ... permPage=1
A ze stanowiska, to sami widzicie, co widać. Wiem, do żywego zwierza z 60 m na pewno nie strzelisz. Ale nie o to w tej zabawie chodzi.
O, i jeszcze jeden ładny obrazek z 3D, tym razem nie zwierz. Wrażliwym nie polecam
A nie, sorry, nie zamieściłam w sieci, więc zdjęcia pokazać nie mogę - za to jest filmik https://www.youtube.com/watch?v=yiK5enn ... e=youtu.be (z ujęcia kamery tego nie widać, ale ze stanowiska celu nie było widać przez mimozy, więc dopiero komentarz kamerzystki zdradził szczegóły trafienia)