Panie Master of bow - a co w tym co napisałem kontrowersyjnego?
Zarejestrowanych wędkarzy w Polsce jest grubo ponad milion, z czego aktywnie łowi kilkaset tysięcy przetrzebiając naturalne akweny do tego stopnia, że moi znajomi jeżdżą na ryby do Szwecji. Bajeczki o "wypuszczaniu złapanych rybek" znam, lecz znam też powszechną praktykę w realnym życiu - wędkarstwo to w przeważającej większości sposób na uzupełnienie menu, zwłaszcza tem, gdzie jest najwięcej wód i biedy - bo te rejony się pokrywają.
Do tego wypuszczanie złowionych pokaleczonych ryb to barbarzyństwo, zabawa polegająca na znęcaniu się nad zwierzęciem. Jak się coś łowi - to po to, by zjeśą, takie są prawa natury, a nie by się nad zwierzęciem znęcaą.
Amury potrafi złapaą garsteczka najbardziej wykwalifikowanych wędkarzy. Ja nie potrafię, choą inne ryby łapałem (oczywiście w celach ich spożycia), ale to nie jest moje hobby - zbyt statyczne.
A bowfishing praktycznie w Polsce nie istnieje. Szkoda. To by mnie pasowało...
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 17:26 ]W ostatnie wakacje moczyłem kij w Pańskich rejonach (warmińsko-mazurskie). Dzieżawca jeziora przed sezonem odławia wszystko co większe - a potem frajerom sprzedaje zezwolenia na wirtualny połów. Ja nie zapłaciłem, i słusznie, bo za te kilka nędznych ostałych płotek i okonków nie powinno się bulią.
Za to łowiłem aktywnie - wyśledziłem, namierzyłem i upolowałem węgorza 4 kg (żadne sznury czy tym podobne barbarzyństwo, UPOLOWAŁEM!!!) oraz... a to powiem tylko prywatnie
