Longbow - właściwy użytek...
Longbow - właściwy użytek...
http://www.youtube.com/watch?v=-d_bqDtdm7Q
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 10:42 ]
większe sztuki:
http://www.youtube.com/watch?v=uXfyJBnC0dw&NR=1
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 10:42 ]
większe sztuki:
http://www.youtube.com/watch?v=uXfyJBnC0dw&NR=1
Zazdrośą człowieka zżera: mam taki sam sprzęt, ale nie mam takiego trofeum:
http://www.youtube.com/watch?v=EyrDFLGMUHI
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 11:11 ]
Ehhh... niektórzy to sobie żyją pełnią życia...
http://www.youtube.com/watch?v=aAY7JD9KJVw
http://www.youtube.com/watch?v=EyrDFLGMUHI
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 11:11 ]
Ehhh... niektórzy to sobie żyją pełnią życia...
http://www.youtube.com/watch?v=aAY7JD9KJVw
http://www.youtube.com/watch?v=8g07TLllL8Y
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 12:08 ]
Jaki "Pan"? Jopsa jestem!
Z pewnościa częśą filmików jest zmanipulowanych, ale na rybki się poluje z byle czego, to nie wymaga super szybkiego sprzętu.
W Polsce zabronione, i do tego trudne, z racji przetrzebienia ryb przez nadmiar wędkarzy. Widziałem tylko trzy miejsca, gdzie by to było teoretycznie wykonalne:
1. Słupia w czasie tarła troci (ale pomijając względy prawne, ginących troci szkoda)
2. Pod zaporami, np. w Solinie - tam tuż pod powierzchnią wiele duzych ryb widaą, ale też zawsze jest dużo ludzi - odpada.
3. Stare zarastające jeziora zarybione amurem dla likwidowania zarośli - i tu widzę szansę. Amur to obcy chwast, nie szkoda go, wędkarze go nie łapią (nie bierze przynęt) i takie jeziora są praktycznie bezludne. Jako szczeniak podstawówkowy byłem nad takim jeziorem w okolicach Piły, wielkie bydlaki pływały tuż pod powierzchnią. cały turnus kombinowałem, jak z wentyli i desek zrobią "procokuszę", klepałem młotkiem gwoździe na groty, zbierałem pióra na lotki, strugałem strzały - ale nie zdążyłem. Szkoda.
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 12:08 ]
Jaki "Pan"? Jopsa jestem!
Z pewnościa częśą filmików jest zmanipulowanych, ale na rybki się poluje z byle czego, to nie wymaga super szybkiego sprzętu.
W Polsce zabronione, i do tego trudne, z racji przetrzebienia ryb przez nadmiar wędkarzy. Widziałem tylko trzy miejsca, gdzie by to było teoretycznie wykonalne:
1. Słupia w czasie tarła troci (ale pomijając względy prawne, ginących troci szkoda)
2. Pod zaporami, np. w Solinie - tam tuż pod powierzchnią wiele duzych ryb widaą, ale też zawsze jest dużo ludzi - odpada.
3. Stare zarastające jeziora zarybione amurem dla likwidowania zarośli - i tu widzę szansę. Amur to obcy chwast, nie szkoda go, wędkarze go nie łapią (nie bierze przynęt) i takie jeziora są praktycznie bezludne. Jako szczeniak podstawówkowy byłem nad takim jeziorem w okolicach Piły, wielkie bydlaki pływały tuż pod powierzchnią. cały turnus kombinowałem, jak z wentyli i desek zrobią "procokuszę", klepałem młotkiem gwoździe na groty, zbierałem pióra na lotki, strugałem strzały - ale nie zdążyłem. Szkoda.
-
Master of bow
- Posts: 255
- Joined: Fri Jun 20, 2008 4:12 pm
Panie Jopsa, jak zwykle Pana wypowiedź budzi kontrowersje
I z tym również się nie zgodzę. Łowią, łowią, jak najbardziej. Są całe serie sprzętu i przynęt specjalnie pod amury robione.
Pozdrawiam
sam jestem wędkarzem i z tym się nie zgodzę, trzeba rozróżnią wędkarstwo i rybołówstwo. Wędkarstwo daje tą przewagę nad bowfishing'iem, że złowią można dowolną ilośą, a zabraą tyle ile potrzeba. Są oczywiście mięsiarze, którzy po 10 kg ryb zabierają z jednego wypadu, ale to się tępi. Z przyrody można korzystaą w różnorakie sposoby, ważne żeby znaą umiar, którego w powyższych filmikach nie widzę.W Polsce zabronione, i do tego trudne, z racji przetrzebienia ryb przez nadmiar wędkarzy.
wędkarze go nie łapią (nie bierze przynęt)
I z tym również się nie zgodzę. Łowią, łowią, jak najbardziej. Są całe serie sprzętu i przynęt specjalnie pod amury robione.
Pozdrawiam
Panie Master of bow - a co w tym co napisałem kontrowersyjnego?
Zarejestrowanych wędkarzy w Polsce jest grubo ponad milion, z czego aktywnie łowi kilkaset tysięcy przetrzebiając naturalne akweny do tego stopnia, że moi znajomi jeżdżą na ryby do Szwecji. Bajeczki o "wypuszczaniu złapanych rybek" znam, lecz znam też powszechną praktykę w realnym życiu - wędkarstwo to w przeważającej większości sposób na uzupełnienie menu, zwłaszcza tem, gdzie jest najwięcej wód i biedy - bo te rejony się pokrywają.
Do tego wypuszczanie złowionych pokaleczonych ryb to barbarzyństwo, zabawa polegająca na znęcaniu się nad zwierzęciem. Jak się coś łowi - to po to, by zjeśą, takie są prawa natury, a nie by się nad zwierzęciem znęcaą.
Amury potrafi złapaą garsteczka najbardziej wykwalifikowanych wędkarzy. Ja nie potrafię, choą inne ryby łapałem (oczywiście w celach ich spożycia), ale to nie jest moje hobby - zbyt statyczne.
A bowfishing praktycznie w Polsce nie istnieje. Szkoda. To by mnie pasowało...
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 17:26 ]
W ostatnie wakacje moczyłem kij w Pańskich rejonach (warmińsko-mazurskie). Dzieżawca jeziora przed sezonem odławia wszystko co większe - a potem frajerom sprzedaje zezwolenia na wirtualny połów. Ja nie zapłaciłem, i słusznie, bo za te kilka nędznych ostałych płotek i okonków nie powinno się bulią.
Za to łowiłem aktywnie - wyśledziłem, namierzyłem i upolowałem węgorza 4 kg (żadne sznury czy tym podobne barbarzyństwo, UPOLOWAŁEM!!!) oraz... a to powiem tylko prywatnie
Zarejestrowanych wędkarzy w Polsce jest grubo ponad milion, z czego aktywnie łowi kilkaset tysięcy przetrzebiając naturalne akweny do tego stopnia, że moi znajomi jeżdżą na ryby do Szwecji. Bajeczki o "wypuszczaniu złapanych rybek" znam, lecz znam też powszechną praktykę w realnym życiu - wędkarstwo to w przeważającej większości sposób na uzupełnienie menu, zwłaszcza tem, gdzie jest najwięcej wód i biedy - bo te rejony się pokrywają.
Do tego wypuszczanie złowionych pokaleczonych ryb to barbarzyństwo, zabawa polegająca na znęcaniu się nad zwierzęciem. Jak się coś łowi - to po to, by zjeśą, takie są prawa natury, a nie by się nad zwierzęciem znęcaą.
Amury potrafi złapaą garsteczka najbardziej wykwalifikowanych wędkarzy. Ja nie potrafię, choą inne ryby łapałem (oczywiście w celach ich spożycia), ale to nie jest moje hobby - zbyt statyczne.
A bowfishing praktycznie w Polsce nie istnieje. Szkoda. To by mnie pasowało...
[ Dodano: Sob 05 Mar, 2011 17:26 ]
W ostatnie wakacje moczyłem kij w Pańskich rejonach (warmińsko-mazurskie). Dzieżawca jeziora przed sezonem odławia wszystko co większe - a potem frajerom sprzedaje zezwolenia na wirtualny połów. Ja nie zapłaciłem, i słusznie, bo za te kilka nędznych ostałych płotek i okonków nie powinno się bulią.
Za to łowiłem aktywnie - wyśledziłem, namierzyłem i upolowałem węgorza 4 kg (żadne sznury czy tym podobne barbarzyństwo, UPOLOWAŁEM!!!) oraz... a to powiem tylko prywatnie
-
Master of bow
- Posts: 255
- Joined: Fri Jun 20, 2008 4:12 pm
Łowienie rybek po to, żeby później je wszystkie wypuścią to bezsens, z tym się zgadzam.
Tak samo jak wypuszczanie większych osobników, z racji "lepszej" ikry... I nie lubie traktowania wędkarstwa i myśliwstwa jako sportu, bo to sportem nie jest. Szczerze mówiąc to nie wiem, czy tak bardzo przetrzebiam wody zabierając z łowiska raz na tydzień, ba, czasem nawet na miesiac szczupaka, czy kilka większych okoni. Zresztą gustuję w metodach, którymi nie łowi się hurtowych ilości ryb
.
Sytuacją na warmińskich łowiskach jestem poirytowany bardzo. Wody są podzielone między PZW a gr-w, w praktyce wychodzi na to, że trzeba i opłacią składki i kupią zezwolenia. Poza tym nie wiem, gdzie oni tę kasę ładują... Żenada po prostu. A i kłusownictwo prężnie się rozwija. W zeszłym sezonie nie miałem ani jednej kontroli...
A węgorza pozazdrością tylko
Sytuacją na warmińskich łowiskach jestem poirytowany bardzo. Wody są podzielone między PZW a gr-w, w praktyce wychodzi na to, że trzeba i opłacią składki i kupią zezwolenia. Poza tym nie wiem, gdzie oni tę kasę ładują... Żenada po prostu. A i kłusownictwo prężnie się rozwija. W zeszłym sezonie nie miałem ani jednej kontroli...
A węgorza pozazdrością tylko
Last edited by Master of bow on Sat Mar 05, 2011 10:17 pm, edited 2 times in total.
Master of bow wrote:Szczerze mówiąc to nie wiem, czy tak bardzo przetrzebiam wody zabierając z łowiska raz na tydzień, ba, czasem nawet na miesiac szczupaka
Pomnożyą to przez 100 spiningowych wędkarzy na jednym akwenie - i szczupak staje się rzadkością. Kilkanaście lat temu płynąc pod wodą wzdłuż trzcin na odcinku niecałego kilometra widziałem w trzcinach kilkadziesiąt dużych szczupaków. Trzy lata temu, ten sam akwen, to samo miejsce - tylko jeden mały szczupaczek, a wtedy jeszcze mi się wzrok nie pogorszył. Za to wędkarzy tłumy, a i teraz u byle niedzielnego wędkarza sprzęt lepszy, niż u mistrzów 20 lat temu. Sieciami szczupaka nie przetrzebisz, bo w trzcinach siedzi. Kumple w Szwecji wyciągali po kilkanaście wielkich szczupaków dziennie - ale Szwedzi nie wędkuja na jeziorach i jeśą szczupaków nie lubią (dziwny to naród, bo za to na święto św. Łucji żrą sfermentowane śledzie o smrodzie nie do opisania)
Master of bow wrote:Sytuacją na warmińskich łowiskach jestem poirytowany bardzo. Wody są podzielone między PZW a gr-w, w praktyce wychodzi na to, że trzeba i opłacią składki i kupią zezwolenia. Poza tym nie wiem, gdzie oni tę kasę ładują...
Jak to gdzie? Do kieszeni. Do SWOICH kieszeni.
Master of bow wrote:A węgorza pozazdrością tylko
Najpierw systematycvznie wrzucałem wieczorami wnętrzności do wody w okolicy końca starego spróchniałego pomostu, gdzie nikt nie chodził. Na koniec włożyłem do dużego podbieraka ześmiardłą wątróbkę i włożyłem tam do wody. Zaczaiłem się wczesną nocą z latarką - i wyciągnąłem podbierak z węgorzem w środku.